WSZYSTKO JASNE

Wszystko jasne? Zauważyliście semantyczny bałagan wynikający z użycia takich terminów jak „przeznaczenie typu katabolicznego” czy „porządek transcendentalny”? Jedyną radą praktyczną dła biednego Ko­ziorożca, jaka wypływa z powyższego opisu, jest to, że „potrzebuje bli­skich kontaktów z innymi ludźmi”. Ta rada jednak dotyczy oczywiście wszystkich i nie ma potrzeby płacić za nią astrologowi.Poradnik B jest bardziej przyziemny i wyjaśnia w prostych słowach wszystko, co Koziorożec powinien wiedzieć o sobie. Zwróćmy uwagę na różnice między poniższym opisem a opisem w książce A.Ludzie spod tego znaku znajdują się pod wpływem Saturna i Urana, przez co zachowują chłodny dystans, umożliwiający im racjonalne postrze­ganie rzeczywistości.

RÓŻNE INTERPRETACJE ZNAKÓW

Najpierw stwierdza na podstawie tabeli znaków, że jest Koziorożcem. Oto, co na temat Koziorożców prze­czytamy w książce A:Osoba będąca pod wpływem Koziorożca potrzebuje bliskich kontak­tów z innymi ludźmi. Bez tych spotkań i empatii może poczuć się nad­miernie uwikłana w schematy społeczne na wielką skalę i w rzeczywistość mistyczną i kosmiczną. Koziorożec posiada zdolności, które inni nazwali­by mistycznymi — chodzi tu jednak o typ świadomości działającej (lub pragnącej działać) w porządku transcendentalnym, przez kosmiczne i okul­tystyczne (w pełnym znaczeniu tego słowa) użycie mocy. Może domino­wać nad innymi ludźmi poprzez tę moc, poszukując obiektów umożliwia­jących mu spełnienie swojego przeznaczenia. Może być to przeznaczenie typu katabolicznego.

COFNIĘCIE DO ŚREDNIOWIECZA

Ta „ośmiodomowa” astrolożka opiera się na starożytnych pomy­słach — w myśl zasady: „im starsze, tym lepsze”. Pojawia się jednak problem. Jak pomieścić cechy — uprzednio rozmieszczone w dwuna­stu domach — w ośmiu? Rozwiązanie jest jednak doprawdy proste — wystarczy wykluczyć domy o numerach 9, 10, 11 i 12, uznając je za puste i pozbawione znaczenia! Ten sposób myślenia cofa nas do średniowiecza, kiedy zastanawia­no się, „ile aniołów mieści się na końcu szpilki”.Jaki jest praktyczny efekt całego tego galimatiasu? Przypuśćmy, że ktoś urodzony 10 stycznia pragnie dowiedzieć się czegoś o sobie ze swojego poradnika astrologicznego. 

POWSZECHNA PRAKTYKA

Na zegarze jest przecież dwanaście godzin; doba liczy ich dwadzieścia cztery. Z kolei ludzie mają dwadzieścia palców. Do wybo­ru, do koloru. Oto, w jaki sposób Culver i Ianna przedstawiają argu­mentację jednego z astrologów, że najlepszy jest system ośmiu domów:Cyril Fagan zasugerowała, że najwcześniejszy podział obejmował nie dwanaście, lecz osiem sektorów; pochodził on z początkowego podziału słonecznego dnia i nocy na cztery okresy, następnie podzielone na pół. Ponieważ tych osiem okresów „zegarowych” dostarcza nam miarę ruchu na niebie w kierunku ruchu wskazówek zegara, Fagan twierdzi, że domy powinny być uporządkowane w podobny sposób, w przeciwieństwie do powszechnej praktyki.

ISTNIEJĄCE MODELE

Istnieje zatem pięćdziesiąt modeli dla koła fortuny bogini Tyche, astrolog ma więc z czego wybierać. W wyniku tego horoskop, który dostaje klient od astrologa posługującego się sytemem dwunastu do­mów, może się znacznie różnić od horoskopu otrzymanego od astrologa posługującego się systemem dwudziestu domów (chyba że obaj kupili swoje programy do generowania horoskopów w tej samej firmie). W każdym razie magiczny wpływ bogini Tyche jest ukryty za robiącymi poważne wrażenie, „naukowymi” tabelami astronomicznymi i oblicze­niami matematycznymi. Na czym polega proces rozumowania astrologa, dzięki któremu podejmuje on decyzję, czy posłużyć się systemem dwunastu, dwudzie­stu czy dwudziestu czterech domów? Zawsze opiera się on na pewnej naciąganej analogii, mającej usprawiedliwić użycie takiego, a nie inne­go systemu.

ZAPROPONOWANE SYSTEMY

Astrologowie nie mogą przegrać, mając do dyspozycji swoje nacią­gane analogie, odwołujące się do dziesięciu „planet” (w tym Słońca i Księżyca), dwunastu domów (z których każdy dotyczy pewnych jako­ści i cech), setek możliwych wpływów, z których niektóre mogą być „silne”, a inne „słabe”.Przejdźmy do pytania: „Ile wyimaginowanych domów znajduje się na niebie?” Astronomowie R. B. Culver i P. A. Ianna analizowali syste­my astrologiczne i stwierdzili, że:Liczbę zaproponowanych do tej pory systemów można oszacować na około 50 (w niektórych z nich występują 24 lub nawet 28 domów); jednak zaledwie 20 spośród nich było w użyciu, a jedynie trzy lub cztery są szero­ko używane przez astrologów.

Z JEDNEJ STRONY

Jeśli jednak Mars jest bardzo jasny, a Wenus ciemna, Mars może dominować. Biedne dziecko! Co się z nim stanie, kiedy o jego los walczą wszystkie te magiczne siły?W końcu astrolog deklaruje, że „z jednej strony, Joe Jones, urodzo­ny (tu data i godzina), był pod wpływem Marsa (w domu nr 1) i może mieć gwałtowny charakter. Z drugiej strony, Wenus w domu nr 12 prze­ciwdziała Marsowi i może uczynić chłopca miłym i rozsądnym”. Klient wybiera bardziej odpowiadającą mu wersję. Jeśli Joe Jones pewnego dnia popełni morderstwo, astrolog powie: „Widzicie, przewidziałem, że będzie miał gwałtowny charakter”. Jeśli jednak otrzyma Pokojową Nagrodę Nobla, astrolog powie: „Widzicie, przewidziałem, że będzie miłym, przyjaźnie usposobionym człowiekiem”.

ASTROLOG MUSI ZDECYDOWAĆ

Jak wszyscy wiemy, jest mało prawdopodobne, aby wszystkie dzie­ci urodzone w danym momencie miały gwałtowny charakter. Będzie wśród nich również wiele słodkich i miłych. Jednak astrolog ma gotowe wyja­śnienie tego faktu. Planeta Wenus, zajmująca się pięknem i miłością, może być w domu numer 12, który dotyczy ukrytych talentów. Oczywiście We­nus da każdemu noworodkowi sporą porcję rozsądku. Astrolog musi teraz zdecydować, który wpływ jest silniejszy: Mar­sa czy Wenus. Czy Wenus jest bardzo jasna na niebie? Przez naciąganą analogię, w myśl której, jasne” znaczy „silne”, otrzymujemy wyjaśnie­nie, że wpływ jasno świecącej Wenus może być silniejszy niż wpływ słabo widocznego Marsa, i dziecko będzie bardziej delikatne, a mniej gwałtowne.

PRZYPISYWANE CECHY

Astrologowie w dowolny sposób przypisują planetom ludzkie ce­chy; każda z planet ma wywierać wielki wpływ na ponad pięć miliar­dów mieszkańców Ziemi. Jednak maksymalny wpływ dana planeta wywiera dopiero wtedy, gdy „wkroczy do domu”, który dotyczy ustalo­nych przez astrologów dziedzin ludzkiego życia. Kiedy zatem obdarzo­na silnymi wpływami planeta wkroczy do odpowiedniego domu, deter­minuje wszystko, czego on dotyczy. Kiedy na przykład Mars, który ma (między innymi) gwałtowny charakter, wkracza do domu numer 1, któ­ry dotyczy „temperamentu i osobowości”, to ta gwałtowna planeta za­czyna mieć wpływ na te właśnie ludzkie cechy. Wszystkie urodzone wtedy dzieci dostają spory „zastrzyk gwałtowności” — to jest oczywi­sta naciągana analogia.

W DOWOLNY SPOSÓB

Ten sposób postępowania możemy nazwać naciąganą analogią — analogią uogólnioną do granic możliwości, bez sprawdzenia, czy którekolwiek z opartych na niej rozumowań doprowadziło do poprawnych wniosków.Zwróćmy uwagę na to, co astrologowie robią ze swoimi „domami” na niebie. Najpierw dzielą niebo na dowolne sektory (domy), będące produktem ich bujnej wyobraźni. Jak zobaczymy, liczba sektorów jest sprawą sporną wśród astrologów, jednak większość z nich przyjmuje,że jest ich dwanaście.Następnie w dowolny sposób przypisują domom jakości, posługu­jąc się wyłącznie swą wyobraźnią. Na przykład w jednym z systemów dom numer 1 ma zawierać jakości odpowiadające ludzkiemu ja, osobo­wości i temperamentowi; dom numer 2 dotyczy uczuć i majątku (w szczególności pieniędzy); dom numer 3 dotyczy krótkich podróży, są­siadów i zainteresowań duchowych. I tak dalej, jeśli chodzi o pozostałe dziewięć domów.

error: Content is protected !!