ASTROLOGIA

Quigley twierdzi także, iż co do sekundy wybrała terminy niektó­rych konferencji prasowych Ronalda Reagana. Według jej relacji, wy­brała termin na wygłoszenie przez prezydenta oświadczenia o miano­waniu Anthony’ego Kennedy’ego na stanowisko sędziego Sądu Naj­wyższego (25 sekund po 11.32, 11 listopada 1987 roku). Człowiek ze stoperem miał dać Reaganowi w odpowiednim momencie sygnał.Zgodnie z wypowiedzią astrolożki, kiedy prezydent miał być ope­rowany na raka w roku 1985, poradziła Nancy Reagan przełożenie ter­minu operacji o trzy dni. Quigley twierdzi także, iż wyznaczyła datę mastektomii pani Reagan.Astrolożka twierdzi też, iż poprzez Nancy Reagan miała wpływ na sprawy państwowe i że suszyła jej głowę, aby przekonała prezydenta, by zmienił zdanie o radzieckim przywódcy Gorbaczowie. Zrobiła na­wet horoskop dla Gorbaczowa i poznała jego charakter.

Cholesterol

To właśnie cholesterol stanowi główny składnik przypominających wosk substancji tłuszczowych, które mogą zacząć zalegać na ścianach tętnic. Nasz organizm wykorzystuje cholesterol do odbudowy błon komórkowych i wytwarzania niektórych wydzielin. Cholesterol wprowadzamy do organizmu, spożywając na przykład żółtko jajek, nabiał i tłuszcze zwierzęce, niemniej jednak większość cholesterolu, który krąży w krwiobiegu, produkuje prawdopodobnie nasza wątroba. Cholesterol w stanie rozpuszczonym nie stanowi żadnego problemu dla naszego organizmu. Kłopoty pojawiają się wtedy, gdy zaczyna się on odkładać na ściankach tętnic, gdyż mogą się wtedy do niego przyczepiać grudki części składowych krwi, aż wreszcie powstaje zakrzep, który może zaczopować naczynie lub też odciąć od krwiobiegu tętniczkę. Naukowcy przypuszczają, że stres sprzyja odkładaniu się cholesterolu w dwojaki sposób: Vincent DeQuattro z Centrum Medycznego University of Southern California w Los Angeles zauważył, że badani przez niego pacjenci z wysokim ciśnieniem krwi mieli w swoim organizmie więcej noradrenaliny niż pacjenci z niższym ciśnieniem. Noradrenalina to neuroprzekaźnik wydzielany w czasie stresu, który obkurczając naczynia krwionośne, podnosi ciśnienie krwi. Pozostaje ona we krwi również wtedy, gdy czynnik wywołujący stres przestał już działać. Gdy czynnik ten nie został wyeliminowany i działa nadal, a stresogenna sytuacja przeciąga się lub gdy mamy do czynienia z szeregiem takich sytuacji następujących szybko jedna po drugiej, noradrenalina może ciągle pozostawać w krwiobiegu, podwyższając cały czas ciśnienie krwi. Ono z kolei może być przyczyną odkładania się cholesterolu tam, gdzie go wcale nie potrzeba.

Stres ma charakter stały, a nie sporadyczny

Jednak w dzisiejszym świecie stres jest częściej reakcją skierowaną do wewnątrz niż na zewnątrz organizmu i ma charakter stały, a nie sporadyczny. Zamiast uciekać przed niedźwiedziem, biegniemy co sił, by zdążyć do autobusu lub pociągu. Zamiast walczyć z wrogiem, walczymy z własnymi lękami. Miast lawin, boimy się panicznie starości. Prawdę powiedziawszy, bardziej odpowiednią reakcją na stresogenne sytuacje, na które wystawiony jest współczesny człowiek, byłoby zrelaksowanie się aniżeli szybsza akcja serca, wzrost ciśnienia krwi i szybszy oddech. Sęk w tym, że kiedy znajdujemy się w ciągnącym się kilometrami korku nasz organizm reaguje w tej sytuacji tak, jak zareagowałby na bodziec wymagający działania. Czy wyjdziemy z samochodu na środku zablokowanego ze wszystkich stron pojazdami skrzyżowania tylko dlatego, że nasz organizm chce reagować ucieczką? Czy wyskoczymy z wozu i rzucimy się na kierowcę samochodu stojącego przed nami, ponieważ organizm wybiera walkę? Czy też będziemy tkwić tam bezradnie, czując, jak serce bije nam zbyt szybko, jak jelita nie chcą trawić pokarmu, chociaż dopiero co połknęliśmy szybko śniadanie, i jak mięśnie napinają się do działania, które nigdy nie nastąpi?

Stres dotykający Ciebie

Wyobraź sobie, że twój syn jest nieuleczalnie chory, twą córkę dotknęło trwałe kalectwo, żona została sparaliżowana i że nie ma żadnych szans na zmianę tej sytuacji. Wyobraź sobie, że twój brat, żołnierz, zaginął w czasie walki. Wyobraź sobie przeniesienie w pracy, które spowoduje rozłąkę z rodziną. Wyobraź sobie, że ukochana osoba musi udać się na drugi koniec kraju. Najważniejsza różnica między dobrym a złym stresem da się sprowadzić do trzech czynników: Świadomość wyboru. Jeżeli stojący przed tobą wymóg jest skutkiem twojego wyboru, będzie to dla ciebie bardziej „podnieta” aniżeli czynnik stresogenny. Co więcej, wielu mężczyzn potrzebuje wciąż nowych bodźców do działania, tak jak narkotyków. Częściej biorą na siebie za dużo niż za mało obowiązków i lepiej pracują pod presją czasu bądź innych uwarunkowań. Rzecz jednak w tym, by wymóg taki był skutkiem wyboru. Jeśli zostanie nam narzucony, zostanie odebrany jako czynnik rodzący stres.

STRES DOBRY, STRES ZŁY, STRES MĘSKI

Mianem stresu możemy określić każdy skierowany w naszą stronę wymóg, pociągający za sobą konieczność chwilowego bądź trwałego dostosowania się. A zatem małżeństwo, separację, rozwód i powtórny ożenek lub zamążpójście należy uznać za stres. Podobnie jak podróż samolotem do innej strefy czasowej, mecz tenisa, wieczór w kręgielni, awans, przeniesienie na niższe stanowisko czy utratę pracy. Niektóre z tych stresów wyglądają na „złe”, inne na „dobre”. Czy wszystkie są równie niebezpieczne i druzgocące dla naszego organizmu? Z pewnością nie. Wyobraźmy sobie następującą scenę: Masz czternaście lat, jesteś w środku pola, nieczuły na lejący się z nieba żar i skoncentrowany całkowicie na miotaczu pałkarzu. Każdy mięsień w twoim ciele jest gotów do działania. Miotacz bierze zamach, pałkarz odbija piłkę, która jak rozmazana biała plamka śmiga z ogromną szybkością, a ty w ułamku sekundy zaczynasz pędzić na jej spotkanie. Serce pompuje krew dwa razy szybciej niż zwykle, ciśnienie w tętnicach wzrasta i zaczyna brakować ci tchu. Szybko spoglądasz przez ramię, dokonujesz błyskawicznej korekty, po czym ze wszystkich sił wyskakujesz w górę. Piłka z plaśnięciem ląduje bezpiecznie w twojej rękawicy, a ty, szczerząc zęby w uśmiechu, biegniesz z powrotem w stronę środka pola.

ON, ONA I DZIECKO

Oczekiwania mężczyzny, by zajmować w życiu drugiej osoby pierwsze miejsce i być głównym przedmiotem troski żony, wystawiają go na stres w chwili pojawienia się dziecka. Chociaż kocha ze wszystkich sił syna lub córkę, musi zarazem przyznać się przed sobą, że nie posiada już żony na wyłączność. Dzieli ona teraz swój czas, uwagę, a nawet ciało między niego a niemowlę. Stres powiększa jeszcze poczucie winy, zrodzone z niechęci jeżeli takowa istnieje jaką odczuwa w stosunku do żony lub dziecka. Jeszcze bardziej wzmaga je fakt, że oto od tej pory wszystkie ranki i noce będą już inne! Sytuacja żony jest odmienna. Konieczność dzielenia się małżonkiem z dzieckiem zazwyczaj nie rodzi w niej stresu. Przeciwnie, kiedy tatuś bierze na chwilę maleństwo, jest to dla niej ulga, ponieważ wie, że wiele matek musi wychowywać dzieci samotnie. Dzisiaj często nie ma już w pobliżu doświadczonej babci czy życzliwego lekarza, który zawsze leczył całą rodzinę. Główny problem współczesnych matek to znaleźć czas na oderwanie się chociaż na chwilę od wszystkich obowiązków, nawet tych najukochańszych.

Kobiety i mężczyźni w swoim zawodzie

Można by sądzić, że w wypadku kobiet, które pracę w domu łączą z pracą zawodową, pomieszanie ról będzie zjawiskiem równie częstym jak w przypadku mężczyzn. Tymczasem w latach dziewięćdziesiątych dla kobiety pozostającej w związku małżeńskim źródłem stresu jest nie pomieszanie ról, a ich zwielokrotnienie. Jej role się nie zmieniły po prostu przybyło ich i teraz piętrzą się przed nią. Współczesna mężatka wie, że jest żoną, że zazwyczaj pracuje na pełnym etacie, a na dodatek często wychowuje dzieci. Jej problem nie polega jedynie na tym, że oczekuje od siebie, iż jest w stanie równocześnie spełniać wszystkie trzy role, ale że zaangażuje się w każdą z nich całkowicie. Biorąc na siebie coraz więcej zadań, staje się „wołem roboczym” i wkrótce nie ma już czasu dla siebie. Ponieważ role mężczyzn ciągle się zmieniają, całkiem możliwe, że za dziesięć lat mężowie narzekać będą z tego samego powodu co dzisiaj ich małżonki. Badania małżeństw przeprowadzone przez Sarah Rosenfield pokazują nam, że w sytuacji, gdy zarobki żony przekraczają dochody męża i gdy praca zawodowa obojga wymaga, by dzielili między siebie znaczną część obowiązków domowych, u mężczyzn pojawiają się oznaki obciążenia psychicznego, takie jak wzrost zniechęcenia, depresji i lęku, czyli innymi słowy te same problemy wynikające z nadmiernego obciążenia obowiązkami, jakich doświadczają dzisiaj kobiety!

Samookreślenie się kobiety

Gdy o samookreślenie prosi się kobiety, rzadko kiedy wymieniają one na pierwszym miejscu zawód. Częściej pierwsza odpowiedź to słowa: „kobieta”, „żona”, „matka”. Im mniej kobiety lubią swą pracę, w tym mniejszym stopniu będą się z nią utożsamiały. W przeciwieństwie do mężczyzn brak satysfakcji z wykonywanego zawodu nie rodzi u nich kryzysu tożsamości i nawet gdy są świadome, że nie mają znaczących osiągnięć na tym polu, rzadko doświadczają z tego powodu poczucia winy. Wręcz przeciwnie, moje rozmówczynie mówiły mi, że poczucie winy pojawia się u nich właśnie wtedy, gdy praca sprawia im zadowolenie i gdy odnoszą w niej sukcesy, ponieważ oznacza to zostawanie w biurze po godzinach i pracę zawodową także w domu.

Stres typowy dla mężczyzn

Niezależnie od tego, czy jego objawy są widoczne jak na dłoni, czy też oddziałuje z ukrycia i niepostrzeżenie, wiąże się z jednym z czterech poniższych aspektów naszej egzystencji, na których musimy się skoncentrować. Są to: Funkcjonowanie naszego organizmu. Dla chłopca i nastolatka liczą się wzrost, waga i sprawność fizyczna (przede wszystkim jednak jak pokazują to wszystkie badania wzrost). Dodajmy do tego cechującą młodego mężczyznę troskę o własne możliwości seksualne i pytanie o to, czy ma się dostatecznie dużo wigoru, dręczące osobę w wieku średnim. Kolejnym obiektem troski jest własne zdrowie. I nie bez powodu. Mężczyźni, mimo że silni, niekoniecznie żyją długo. Liczba poczętych chłopców jest większa niż liczba poczętych dziewczynek, ale zarazem odsetek śmiertelności wśród płodów męskich jest większy niż wśród żeńskich i tak pozostaje już do końca życia. Gdy mężczyźni przekraczają sześćdziesiąty piąty rok życia, kobiety przewyższają ich liczebnie o 33%.

Stres męski różni się od innych stron poświęconych temu zagadnieniu

Zawarte tu informacje pochodzą nie tylko od mężczyzn, ale i od kobiet. Dostępna do tej pory ogromna liczba publikacji, zawierających wyniki dotychczasowych badań, koncentruje się na opiniach mężczyzn opisujących doświadczane przez siebie codzienne stresy i ich objawy, mimo iż osoby przeprowadzające sondaże zazwyczaj nie miały okazji obserwować ankietowanych bezpośrednio w sytuacji stresowej, a i sami mężczyźni niezbyt chętnie godzili się na to, by rozpoznać w swoim życiu wszystkie formy i objawy stresu w taki sposób, w jaki uczynię to w tej książce. Nierzadko to właśnie ich towarzyszki życia dostrzegają bardzo wyraźnie, co się dzieje z partnerem, dostarczając tym samym wielu cennych informacji na temat stresu typowego dla mężczyzn, jakich brak w dotychczasowych publikacjach. Przygotowując pierwsze wydanie tej książki, opracowałam specjalną ankietę poświęconą stresom typowym dla mężczyzn i w ciągu bez mała roku uzyskałam odpowiedzi od ponad pięciuset wybranych losowo mężczyzn, reprezentujących ponad czterdzieści różnych zawodów, począwszy od mechanika, przez studenta, aktora, policjanta, nauczyciela, psychiatrę i szefa działu reklamy wielkiej kompanii, na właścicielu drobnej firmy kończąc. O wypełnienie podobnej ankiety poprosiłam też pozostające z nimi w bliskich stosunkach kobiety matki, żony, siostry, córki i przyjaciółki. Respondenci i respondentki mieli przedstawić czynniki stresogenne dla mężczyzn, ich zachowanie w czasie stresu i jego fizyczne oznaki oraz opisać w miarę wyczerpująco, co czują lub w jaki sposób zachowują się w różnych, związanych ze stresem sytuacjach. Informacje uzyskane od kobiet częściej uzupełniały aniżeli podważały dane zebrane od mężczyzn. Co więcej, informacje poszczególnych kobiet były ze sobą zaskakująco zgodne, niezależnie od rodzaju pracy wykonywanej przez mężczyzn i ich trybu życia.

NA PODSTAWIE ANALOGII

Na podstawie naciągniętej analogii (pomiędzy czer­wienią Marsa i krwi) doszli do wniosku, ze ta krwawa planeta, Mars, jest poruszana na niebie przez boga wojny.Przeczytajmy jeszcze raz zamieszczoną wyżej charakterystykę ludz­kich cech, na które — według starożytnych astrologów (i ich współcze­snych następców) ma wpływ Mars. Wszystkie te wpływy są zgodne z naszym wyobrażeniem twardego, witalnego, męskiego typu żołnierza. Analogia ta jest bardzo naciągnięta — od czerwonego koloru krwi, przez wojnę, do boga-żołnierza, przypominającego człowieka o nad­ludzkiej siłe. Można usprawiedliwić starożytnych astrologów za tego typu rozumowanie, ponieważ ludzie nie wiedzieli zbyt wiele o astrono­mii. Jednak jakie wytłumaczenie mają dzisiejsi astrologowie?

RELACJE I ZNACZENIE

Oto, dla przykładu, opis „wpływów”, jakie czerwona planeta Mars może mieć na ludzkie sprawy, kiedy znajduje się w określonych poło­żeniach na niebie.Relacje: agresywny stosunek do świata zewnętrznego, przemoc, na­miętność, zdobywanie, przeżycie, akcja, energia, siła, ruch, odwaga.Znaczenie symboliczne: witalna siła życia, walka o sukces, płeć mę­ska, witalność, namiętność, akcja, zniszczenie, zdobywanie, rywalizacja, żelazne narzędzia i broń, rany, ekstrawertyczność.Relacje fizjologiczne: aktywność fizyczna, męskie narządy płciowe, żółć, owłosienie ciała, siła fizyczna, nos, czerwone ciałka krwi.Skąd astrologowie wiedzą o tych „faktach” dotyczących Marsa? Zapożyczyli swą wiedzę bezpośrednio od astrologów sprzed 4000 lat. Skąd jednak wiedzieli o tym starożytni? Zauważyli, że jedna z planet ma zdecydowanie czerwony kolor; czerwień jest kolorem krwi, a krew leje się na wojnie.

NIEZWYKŁE WŁASNOŚCI

Jakie jednak niezwykłe własności odróżniają jedne planety od innych? Starożytni astrologowie zakładali, że te własności dostarczą wskazówek dotyczą­cych boga, który jest odpowiedzialny za ruch danej planety na niebie. Dawnym kulturom wydawało się zatem naturalne patrzenie na te cha­rakterystyki planet jako na odpowiedniki tego, jacy naprawdę są bogo­wie. Stąd był tylko jeden prosty krok do przekonania, że jest to opis wpływu, jaki bogowie-planety będą wywierać na ludzi. Dzisiejsi astro­logowie po prostu naśladują to bajdurzenie. To rozumowanie jest tak oczywiście błędne, że dziwi nas, jak kto­kolwiek może w nie uwierzyć. Ponieważ jednak tak wiele osób rzeczy­wiście wierzy w istnienie takich wpływów, ważne będzie zrozumienie, jak uzasadnia się ich istnienie.

NACIĄGANE ANALOGIE DOTYCZĄCE PLANET

W każdej książce o astrologii znajdziemy setki stwierdzeń dotyczących rodzaju „wpływu” Słońca, Księżyca, planet i gwiazd na życie pięciu miliardów mieszkańców Ziemi. W niektórych znajdziemy ponad tysiąc takich stwierdzeń. Kiedy zajrzymy do którejkolwiek z nich, aby spraw­dzić, skąd wiadomo, że stwierdzenia te są prawdziwe, nie znajdziemy żadnych eksperymentów, badań, weryfikacji ani żadnych innych śla­dów obiektywności, które są przecież fundamentem stwierdzeń mają­cych uchodzić za prawdziwe. Znajdziemy tam jedynie naciągane ana­logie i nadgeneralizacje. Motyw naciąganych analogii jest szczególnie widoczny przy opi¬sie rodzajów wpływu planet na ludzi, zwłaszcza na nowo narodzone dzieci. Ogólna metoda polega tu na opisie ruchu planet.

POSŁUGIWANIE SIĘ INFORMACJAMI

Kiedy astrologowie posługują się takimi „informacjami” w tworze­niu horoskopów dla gazet (czy dla indywidualnych osób), nie wiedzą nic o swoich czytelnikach czy klientach, znają tylko ich daty urodzenia. W horoskopach nie mówi się nic o wieku, pochodzeniu rasowym, naro­dowym czy kulturowym ani warunkach życia—ani też o genach odzie­dziczonych po rodzicach urodzonych w różnych dniach. A wszystkie te czynniki (i wiele innych) mają wpływ na rozwój osobowości dziecka. Jedynym czynnikiem, jaki astrologowie biorą pod uwagę, jest data i mo­ment urodzenia, na podstawie których mogą obliczyć położenie Słońca, Księżyca i planet na niebie w tym krytycznym momencie. Czy mogą powiedzieć coś sensownego, opierając się na tak skąpych danych?

OPARCIE UOGÓLNIEŃ

Generalnie nie są zbyt emocjonalni, są zahamowani, jednak często kieruje nimi głęboka ambicja umożliwiająca im urzeczy­wistnianie długofalowych projektów… W przeciwieństwie do wrażliwych Raków, Koziorożce uważają przeszłość za martwą — nic nie może ich powstrzymać przed podążaniem w stronę swoich celów.Każde z powyższych stwierdzeń ma być prawdziwym uogólnieniem opartym na uważnej obserwacji wielu ludzi urodzonych pomiędzy 21 grudnia i 19 stycznia. Ponieważ astrologowie nie dokonali obiektyw­nych badań potwierdzających te tezy, ich wnioski mogą być uważane jedynie za nieuzasadnione uogólnienia oparte na wątłych danych.

WSZYSTKO JASNE

Wszystko jasne? Zauważyliście semantyczny bałagan wynikający z użycia takich terminów jak „przeznaczenie typu katabolicznego” czy „porządek transcendentalny”? Jedyną radą praktyczną dła biednego Ko­ziorożca, jaka wypływa z powyższego opisu, jest to, że „potrzebuje bli­skich kontaktów z innymi ludźmi”. Ta rada jednak dotyczy oczywiście wszystkich i nie ma potrzeby płacić za nią astrologowi.Poradnik B jest bardziej przyziemny i wyjaśnia w prostych słowach wszystko, co Koziorożec powinien wiedzieć o sobie. Zwróćmy uwagę na różnice między poniższym opisem a opisem w książce A.Ludzie spod tego znaku znajdują się pod wpływem Saturna i Urana, przez co zachowują chłodny dystans, umożliwiający im racjonalne postrze­ganie rzeczywistości.

RÓŻNE INTERPRETACJE ZNAKÓW

Najpierw stwierdza na podstawie tabeli znaków, że jest Koziorożcem. Oto, co na temat Koziorożców prze­czytamy w książce A:Osoba będąca pod wpływem Koziorożca potrzebuje bliskich kontak­tów z innymi ludźmi. Bez tych spotkań i empatii może poczuć się nad­miernie uwikłana w schematy społeczne na wielką skalę i w rzeczywistość mistyczną i kosmiczną. Koziorożec posiada zdolności, które inni nazwali­by mistycznymi — chodzi tu jednak o typ świadomości działającej (lub pragnącej działać) w porządku transcendentalnym, przez kosmiczne i okul­tystyczne (w pełnym znaczeniu tego słowa) użycie mocy. Może domino­wać nad innymi ludźmi poprzez tę moc, poszukując obiektów umożliwia­jących mu spełnienie swojego przeznaczenia. Może być to przeznaczenie typu katabolicznego.

COFNIĘCIE DO ŚREDNIOWIECZA

Ta „ośmiodomowa” astrolożka opiera się na starożytnych pomy­słach — w myśl zasady: „im starsze, tym lepsze”. Pojawia się jednak problem. Jak pomieścić cechy — uprzednio rozmieszczone w dwuna­stu domach — w ośmiu? Rozwiązanie jest jednak doprawdy proste — wystarczy wykluczyć domy o numerach 9, 10, 11 i 12, uznając je za puste i pozbawione znaczenia! Ten sposób myślenia cofa nas do średniowiecza, kiedy zastanawia­no się, „ile aniołów mieści się na końcu szpilki”.Jaki jest praktyczny efekt całego tego galimatiasu? Przypuśćmy, że ktoś urodzony 10 stycznia pragnie dowiedzieć się czegoś o sobie ze swojego poradnika astrologicznego. 

POWSZECHNA PRAKTYKA

Na zegarze jest przecież dwanaście godzin; doba liczy ich dwadzieścia cztery. Z kolei ludzie mają dwadzieścia palców. Do wybo­ru, do koloru. Oto, w jaki sposób Culver i Ianna przedstawiają argu­mentację jednego z astrologów, że najlepszy jest system ośmiu domów:Cyril Fagan zasugerowała, że najwcześniejszy podział obejmował nie dwanaście, lecz osiem sektorów; pochodził on z początkowego podziału słonecznego dnia i nocy na cztery okresy, następnie podzielone na pół. Ponieważ tych osiem okresów „zegarowych” dostarcza nam miarę ruchu na niebie w kierunku ruchu wskazówek zegara, Fagan twierdzi, że domy powinny być uporządkowane w podobny sposób, w przeciwieństwie do powszechnej praktyki.